Gospodyni nr 5/2018 Sprawdźcie o czym piszemy w nowym numerze




Zwyczaje Wielkanocne Powrót do listy

Wielki Post i Wielkanoc to w polskiej tradycji czas bodaj najbogatszy w obrzędy. Wiele z nich, choć ma dziś chrześcijańską oprawę i odniesienia, korzeniami sięga czasów pogańskich. Część zwyczajów zachowała wyłącznie świecki charakter, ale stanowią one istotny i wzbogacający element tego okresu w roku liturgicznym. O ludowe zwyczaje zapytaliśmy Adę Garbatowską, etnografa z Wielkopolskiego Parku Etnograficznego.  

Czy zwyczaje związane z karnawałem, Wielkim Postem i Wielkanocą różniły się w zależności od regionu?

W detalach oczywiście występowały różnice, ale wiele elementów było podobnych, bo wszędzie obrzędy odnosiły się do tego samego cyklu. Czas karnawału, czyli zapustów był czasem zabawy. Ale koniec był wyjątkowo intensywny, właśnie dlatego, że bezpośrednio poprzedzał pokutę i postu.

A po zapustach musiała nagle zapaść cisza...

Ludzie na wsi kiedyś często pościli, więc Wielki Post nie był dramatyczną zmianą. Ale menu rzeczywiście było inne. Nie spożywano mięsa, mleka i jego przetworów. Naczelną zupą był żur – dziś wielkanocny rarytas. We wtorek szorowano garnki, żeby na środę nie został żaden ślad tłuszczu zwierzęcego. Używano też innych naczyń. Z trybem życia natomiast nie było już tak postnie. Istniały wielkopostne zwyczaje z huczną oprawą. W popielec młode mężatki wkupywały się do grona zamężnych w karczmach, czyli bynajmniej nie w ciszy.

Czy to wszystko, co działo się w Wielkim Poście?

 – Skądże! Było jeszcze topienie marzanny, ale to zwyczaj wczesnosłowiański, relikt pogaństwa. Topiono ją w sobotę przed białą niedzielą poprzedzającą niedzielę palmową. W samą niedzielę chodzono z „nowym latkiem”, „maikiem” albo „gaikiem” – zieloną gałązką. Najpierw więc niszczono symbol zimy, a następnego dnia symbolicznie wprowadzano wiosnę do domu. Dzieci chodzące z gaikiem dostawały dary. Interesujące jest, że w środku Postu, na św. Józefa, kościół udzielał dyspensy i urządzano tego jednego dnia zabawy.

Jak wyglądała niedziela palmowa?

Wiele pogańskich zwyczajów zostało zaadaptowanych przez chrześcijaństwo i jest dziś elementem katolickich obrzędów. W niedzielę święcono palmy, czyli gałązki wierzbowe, czasem ustrojone. Ten bukiet miał znaczenie magiczne. W domu zatykano go za najważniejszy obraz i wynoszono na pole – to miało chronić plony przed złem. W niedzielę wielkanocną przed śniadaniem bazie jedzono.

Dotarliśmy do triduum paschalnego, czyli końca Wielkiego Tygodnia.

Tak. W piątek smagano różgami – to tzw. „boże rany” – rano domownik, który wstał najwcześniej, budził, symbolicznie chłostając zieloną gałązką resztę rodziny. A w Wielką Sobotę święcono potrawy, co także jest zwyczajem najprawdopodobniej wcześniejszym niż chrześcijaństwo. Najważniejszym składnikiem święconego były jaja. Do święcenia ściśle poszczono. Od piątku stano też przy grobie pańskim – przy grobach do dziś stoją straże grobowe nazywane niekiedy „Turkami“.

I w końcu Wielkanoc – koniec poszczenia...

– Tak, pieczono głównie placki drożdżowe. Nie jedzono żuru, bo tym żywiono się w poście. Czasem zabawy był poniedziałek wielkanocny z dyngusem. Oblewano wodą młode dziewczyny, dyshonorem było nie zostać zmoczonym – oznaczało to brak powodzenia u mężczyzn. I oczywiście pojawiali się przebierańcy, wśród których główną postacią był niedźwiedź. A kilkadziesiąt lat temu, bywało, że i kosmonauta! Zwyczajem było smarowanie sadzą odwiedzanych. W wielkopolskich Walkowicach zwyczaj ten nazywa się „muradyny”. Nie było oczywiście Wielkanocy bez kraszonych, czyli malowanych jaj. Służyły jako prezent dla chrzestnych dzieci, ale przede wszystkim były podarunkiem panien dla ulubionego chłopca i chłopca dla ulubionej dziewczyny.

Rozmawiała

Karolina Kasperek