Gospodyni nr 2/2018 Sprawdźcie o czym piszemy w nowym numerze




Dobrze jest spędzić święta w rodzinnym gronie Powrót do listy

Teodolinda Banot z Cieszyna-Mnisztwy nie wyobraża sobie innych świąt jak tylko w rodzinnym gronie. Tak było u niej od zawsze. Jej rodzina jest bowiem wielopokoleniowa. W podobny sposób obchodzi święta Maria Kocoń z Węgierskiej Górki. Do wigilijnejwieczerzy zasiada u niej 18 osób.

Dom Teodolindy Kocoń jest na tyle duży, że pomieści cztery rodziny. Mieszka w nim pani Linda, bo tak o niej mówią najbliżsi z mężem, dwaj synowie i córka z rodzinami. Jest też senior rodu – ojciec pani Lindy, który w kończącym się roku obchodził 90. urodziny. Do domu rodzinnego na święta przyjeżdża też druga córka ze swoją rodziną. Do wigilijnej wieczerzy zasiada dziewięcioro wnucząt. Jak są święta, to trzeba zestawiać stoły, żeby wszyscy się zmieścili.

Świąteczne przygotowania pani Linda zaczyna na tydzień przed Wigilią. Najwięcej czasu poświęca na zrobienie drobnych ciasteczek. Piecze je z różnych rodzajów ciasta. Czasami jest ich nawet nawet 20 rodzajów, np. „kocie oczka”, orzeszki, pierniczki i rogaliki z bakaliami. Ale bezsprzecznym królem stołu jest strudel cieszyński. Wieczerzę wigilijną zgodnie z tradycją zaczyna się od zupy z karpich głów. Ugotowana na wywarze z warzyw i podana z grzankami bardzo wszystkim smakuje. Poza tym na stole są ziemniaki, a właściwie purée podawane z maślanką, kapusta z grzybami, moczka borówkowa z kluskami, sałatka jarzynowa z rybą. Te wszystkie dania serwowała już mama pani Lindy.

– Dwa dni przed wigilią „stroimy” choinkę. Pomagają mi przy tym wnuki – mówi pani Linda. Do wigilijnej wieczerzy rodzina zasiada po zmroku. Pod talerzem każdego biesiadnika położone są drobne monety, aby zapewniły w następnym roku dostatek. Obowiązkowo musi być też jedno puste nakrycie dla niespodziewanego gościa. Najpierw, jak każe tradycja, jest czytanie krótkiego fragmentu z Biblii i modlitwa, a później łamanie się opłatkiem i składanie życzeń. Następnie wspólna kolacja wigilijna i śpiewanie kolęd. Wszyscy bardzo to lubią, a najbardziej dzieci. One też dołączają się do chóru śpiewających. Po kolędach jest czas na głośne odczytywanie świątecznych kartek z życzeniami, które nadeszły do wszystkich. A na koniec chwila oczekiwana nie tylko przez najmłodszych, czyli rozdawanie prezentów. Tych jest bardzo dużo, bo wszyscy się wzajemnie obdarowują.

Na pasterkę idą ci najwytrwalsi, których sen do północy nie zmorzył. A potem są dwa świąteczne dni pełne radości, rozmów, opowiadań. Są one dniami wyciszenia, odpoczynku i podsumowania minionego czasu.

Czas wspomnień i wypoczynku

Maria Kocoń, przewodnicząca KGW w Węgierskiej Górce, zaczyna przygotowania już kilkanaście dni przed świętami. Ulepione pierogi czy uszka można przecież zamrozić. Ma ona taki zwyczaj, że wszystko przyrządza sama i nikomu w swojej kuchni nie pozwala się rządzić, mimo że mieszkające w pobliżu córki deklarują pomoc. Nawet ubieranie choinki należy do niej, no może trochę pomaga w tym najmłodszy wnuk. Wnucząt w ogóle ma pani Maria dziesięcioro. Łącznie więc przy stole zasiada 18 osób. Jak mówi, na wigilijnym stole powinno być dwanaście potraw, ale ona już przed kilkoma laty doszła do wniosku, że w gruncie rzeczy to marnotrawstwo jedzenia, bo po 5–6 potrawach wszyscy biesiadnicy mieli już dosyć. Teraz przygotowuje tylko te potrawy, które wszyscy lubią najbardziej. Z zup podaje czerwony barszczyk z uszkami i zupę rybną z karpich łbów z grzankami. Ponadto jest kompot z suszonych owoców, sałatka, kapusta z fasolą, postne pierogi, ziemniaki i ryba smażona, pieczarki nadziewane, a z ciast – makowiec i sernik na drożdżowym spodzie. Na choince oprócz tradycyjnych bombek i gwiazdek zawieszone są piękne ozdoby wykonane szydełkiem z kordonka. Stół musi być nakryty białym obrusem, pod którym położone jest sianko, a na stole znajdują się krzyż i lichtarze. Czas wigilii to czas modlitwy, wzajemnych życzeń przy opłatku, spożywania pokarmów i wspólnego śpiewania kolęd przy akompaniamencie gitary, na której pięknie gra wnuczek pani Marii. Wybór kolęd i kolejności ich wykonywania należy od lat do męża pani Marii. On też zaczyna intonację pieśni, a po chwili wszyscy się do śpiewu dołączają. W świąteczne dni rodzina pani Marii wzajemnie odwiedza się w swoich domach. Oczywiście stoły uginają się wówczas pod świątecznymi pysznościami. Prowadzone są miłe rodzinne rozmowy i snute wspomnienia, jak świętowano w tej rodzinie przed laty. Czasem są też gry w domowym zaciszu lub wspólne oglądanie telewizji. W zależności od pogody jest też spacer, a jeżeli akurat leży śnieg, to najmłodsi jeżdżą na sankach lub lepią bałwana. Tak spędzone święta Bożego Narodzenia, w gronie rodziny, w radosnej atmosferze i wzajemnej serdeczności, długo jeszcze się wspomina podczas innych rodzinnych spotkań i z niecierpliwością oczekuje się na następne święta.

Jarosław Poszepczyński

Galeria zdjęć